Za mało darcia ryja w gospodarce
W miniony wtorek w Los Angeles odbyła się konferencja z udziałem czołowych światowych ekonomistów, której celem było znalezienie odpowiedzi na jedną z najbardziej dotkliwych bolączek gospodarek Zachodu, jaką jest brak…
W miniony wtorek w Los Angeles odbyła się konferencja z udziałem czołowych światowych ekonomistów, której celem było znalezienie odpowiedzi na jedną z najbardziej dotkliwych bolączek gospodarek Zachodu, jaką jest brak wzrostu wynagrodzeń.
Ekonomiści uznają temat za poważny ponieważ w samych tylko Stanach Zjednoczonych płace realne (z uwzględnieniem inflacji) na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat wzrosły o 5.1 procent, podczas gdy produktywność amerykańskiej gospodarki wzrosła o 12,3 procent.
By nie przedłużać konferencji w nieskończoność i nie płacić dodatkowych kosztów za wynajem sali, ekonomiści postanowili nie czekać na podsumowania i wskazać winnego już podczas pierwszego panelu - jest nim Ronald Reagan.
"To za jego czasów cała ta stagnacja się zaczęła" - powiedział bezpośrednio po otrzymaniu mikrofonu do rąk, emerytowany profesor ekonomii z MIT, Robert Solow.
Ekonomiści byli zgodni co do tego, że działania prezydenta Reagana w celu osłabienia pozycji związków zawodowych były zaczynem obecnej sytuacji na rynku pracy.
"Gdyby nie on, wszyscy cieszylibyśmy się owocami wzrostu po równo" - kwitowali pozostali paneliści.
W podobnym duchu zgody ekonomiści przedstawili swoją receptę na poprawę: w gospodarce brakuje popularnego do czasu Reagana "darcia ryja" o więcej.
"To zdumiewające" - mówił Solow - "jak wszystkie te osiłki puszczające głośno muzykę do późna w obliczu pracodawców nagle stają się pokorne jak baranki"
Na pytania dziennikarzy o to, kiedy można spodziewać się poprawy, inny emerytowany ekonomista odpowiedział wprost "nie wcześniej niż rozedrą się wasze gardła"
◊ ◊ ◊
Świat

